Cicernakaberd – Jaskółcza Twierdza

Tak nazywa się wzgórze, na którym zbudowano pomnik. W  przedchrześcijańskiej Armenii znajdowała się tu świątynia bogini miłości Astchik (na ten temat zobacz: Wardawar). Ważną rolę pełniły w niej jaskółki, przenoszące wiadomości między boginią a jej ukochanym, bogiem Wahagnem. Stąd wzięła się nazwa. I przetrwała do dziś. (Słowo cicernak znaczy „jaskółka”).

Widok na Cicernakaberd od strony muzeum

Widok na Cicernakaberd od strony muzeum

Wysoko nad Erywaniem. Widać stąd nie tylko sporą część miasta, ale też Aragac – największą górę Armenii oraz święty dla Ormian Ararat, wznoszący się tuż po tureckiej stronie granicy. Duży teren. Płaski szczyt wzgórza, a na nim charakterystyczna iglica. Dostrzeżemy ją z daleka, z wielu miejsc Erywania, chociażby z popularnej wśród turystów Kaskady.

Pomnik upamiętniający ludobójstwo Ormian wzniesiono późno, dopiero w 1965 roku. Wcześniej władze ZSRR nie wyrażały zgody. Moskwie nie zależało na upamiętnianiu wydarzeń z początku XX wieku. Nie chciano drażnić południowego sąsiada. Komuniści od początku dbali o dobre relacje z Turcją, to Lenin oddał górę Ararat.

Wieczny ogień otoczony 12 kamiennymi blokami

Wieczny ogień otoczony 12 kamiennymi blokami

W 1965 roku zbliżająca się pięćdziesiąta rocznica Zagłady sprowokowała olbrzymie demonstracje, pierwsze tego typu w ZSRR. Ludzie wyszli na ulice, stanął cały Erywań. Domagano się pamięci. I Moskwa ustąpiła. Pewnie oceniono, że łatwiej będzie wybudować pomnik, niż wysyłać czołgi i tłumić społeczny ruch. Rozpisano konkurs, który wygrali ormiańscy architekci Kałaszjan i Chaczatrjan. Budowa trwała kilka lat.

Najważniejszym miejscem jest wieczny ogień. Otoczono go dwunastoma kamiennymi blokami, które symbolizują prowincje dawnej Armenii. Tu składa się kwiaty i pochyla w modlitwie. Z prawej strony ustawiono smukłą iglicę o wysokości 44 metrów. Z lewej zbudowano prosty mur, na którym umieszczono nazwy miejscowości, z których pochodziły ofiary ludobójstwa.

Wzniesiono też nieduże muzeum. W zeszłym roku przeszło gruntowny remont. Zmieniono ekspozycję. Składają się na nią wielkoformatowe reprodukcje zdjęć ukazujących sytuację Ormian na terenie Imperium Tureckiego oraz sam proces ludobójstwa. Wśród tablic opisujących światowe echa genocydu znalazło się miejsce dla Rafała Lemkina. Pochodzący z Polski prawnik doprowadził do ścigania tego typu zbrodni przez prawo międzynarodowe. Więcej o tym w artykule: Rafał Lemkin.

Kwiecień 2015, obchody setnej rocznicy ludobójstwa

Kwiecień 2015, obchody setnej rocznicy ludobójstwa

Tuż obok wejścia do muzeum jest niewielki świerkowy zagajnik. Władze Armenii proponują posadzenie drzewka dostojnikom składającym wizyty w Erywaniu. Polskie wycieczki oglądają świerk papieża Jana Pawła II. Tuż obok jest drzewko Putina, Miedwiediewa i Kwaśniewskiego.

Najwięcej odwiedzających jest 24 kwietnia. Wtedy odbywają się też oficjalnie, państwowe uroczystości. Kwietniową datę przyjęto jako symboliczny początek ludobójstwa. Właśnie tego dnia, w 1915 roku w Stambule aresztowano i wymordowano przedstawicieli ormiańskiej inteligencji. Wtedy ruszyła nieludzka machina. W sumie, w ciągu kilku lat planowej eksterminacji zabito półtora miliona Ormian.

Zobacz też na tym blogu: Ludobójstwo Ormian i Rafał Lemkin.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys.

Sanahin i Hachpat (Haghpat)

Dwa klasztory. W przewodnikach i opisach zabytków występują obok siebie. Jak bracia, jeden starszy, drugi młodszy. Oba założono w X wieku. Znajdują się na liście UNESCO.

Odwiedzają je głównie ci turyści, którzy przyjeżdżają tu z Gruzji. Po przekroczeniu granicy w Sadachlo do Hachpatu zostaje niecała godzina jazdy. Dalej droga prowadzi nad jezioro Sewan i do Erywania.

Centralna część lasztoru Hachpat

Centralna część klasztoru Hachpat

Znajdują się w okolicach miasta Alawerdi, leżącego w malowniczej dolinie rzek Debet. Cudowne górskie krajobrazy zakłóca kilka kominów. To świadectwa przemysłowej historii regionu. W czasach ZSRR królowało tu górnictwo miedzi.

Rzeka Debet jest najniższym punktem w kraju, to ledwie 389 m n.p.m. Jak na Armenię, której średnia wysokość wynosi 1,8 tys. metrów, to wręcz depresja.

Klasztory wzniesiono na szczytach wzgórz. Prowadzące do nich drogi wiją się serpentynami. Widoki zapierają dech w piersiach. Dojeżdżając do Hachpatu, przy pierwszych zabudowaniach wsi, warto skręcić w lewo. Polna droga, ulokowana między budynkami, a przepaścią, prowadzi do nowo wybudowanej restauracji i małego hotelu. To najlepszy punkt widokowy w całej okolicy.

Klasztory. Na początku miałem z nimi kłopot. Przez kilka pierwszych wizyt nie mogłem zapamiętać który jest który. Leżą blisko siebie i są zbyt podobne. Podejrzewam, że turyści po powrocie z Armenii mogę mieć ten sam problem.

Z czasem wszystko się utrwaliło. Najpierw na zasadzie skojarzeń. Hachpat to ten, w którym jest piękny i wyjątkowy chaczkar Amenapyrkicz, a w Sanahinie jest muzeum Mikojanów.

Sanahin – „ten starszy”

Nazwy obiektów nawiązują do opowieści o ich powstaniu. W trakcie budowy Sanahinu doszło do sporu między głównym architektem i jego synem. Młodszy z mistrzów zapragnął stworzyć coś samodzielnie, bez nadzoru rodzica. Dlatego po drugiej stronie głębokiego kanionu wzniósł nowy zespół klasztorny. Kiedy ojciec przybył by zobaczyć dzieło syna, z dumą oznajmił, że to porządna budowa, jednym słowem: „mocna ściana”, czyli po ormiańsku „hachpat”. Stąd wzięła się nazwa. A na pierwszy z klasztorów, dla odróżnienia mówiono po prostu, że jest starszy, co w języku ormiańskim znaczy „sanahin”.

Ten obiekt jest mniejszy i bardziej zwarty. Całość obejść można w ciągu kwadransa. Główny trzon tworzą dwa kościoły i dwa narteksy (przedsionki). Starsza ze świątyń, od której zaczęła się budowa klasztoru, poświęcona jest Matce Bożej i pochodzi z pierwszej połowy X wieku. Obok, w 966 roku, wzniesiono kościół Zbawiciela. Pomiędzy nimi umiejscowiono wąski budynek. To sala wykładowa, świadectwo pięknej przeszłości. W okresie średniowiecza kwitła tu nauka. Klasztor pełnił funkcję uniwersytetu, w którym w XI wieku nauczał słynny Grzegorz Magistros. Wtedy Sanahin znany był jako wielki ośrodek neoplatonizmu, wykładano tu m.in. matematykę, filozofię i retorykę.

Plan klasztoru Sanahin

Plan klasztoru Sanahin

We wsi, kilkaset metrów przed klasztorem znajduje się niewielkie muzeum braci Mikojanów. Anastas był znanym w ZSRR komunistycznym aparatczykiem, zresztą bardzo sprawnym, utrzymywał się przy władzy i za Stalina, i za Chruszczowa, będąc m.in. ministrem handlu i zaopatrzenia. Artiom zasłynął natomiast jako jeden z konstruktorów samolotu MiG.

Hachpat znaczy „mocna ściana”

Łatwo go zbagatelizować. Wejść do kilku budynków, obejrzeć chaczkary i wrócić na parking. Ale warto obejść całość dookoła i zobaczyć z drugiej strony. Od tyłu klasztor wygląda jakby wrósł w ziemię, jakby się w niej zapadał i starał się być częścią natury. Matenadaran (biblioteka) przypomina pokryty darnią bunkier. Jest tu też kilka oryginalnych zabytków, które wycieczki najczęściej omijają, na przykład duży refektarz z charakterystycznymi świetlikami w dachu.

Uwagę przyciąga piękna dzwonnica (XIV wiek). Wysoka i smukła wyróżnia się spośród pozostałych, przysadzistych obiektów.

Jednym z najcenniejszych zabytków całego klasztoru jest piękny charczkar, wykuty w 1273 roku! Wyjątkowy, bo na kamiennej płycie wyrzeźbiony jest nie tylko krzyż, ale również postać Chrystusa. To Amenapyrkich, czyli „Odkupiciel”. W całej Armenii jest tylko kilka takich chaczkarów, mają one szczególne znaczenie i cieszą się wielkim poważaniem. Jeden zobaczyć można w klasztorze Sewanawank, drugi w Eczmiadzynie. Ale ten ma jeszcze coś wyjątkowego, co zwraca naszą uwagę. To czerwona barwa, którą pokryto kamień w XIV wieku. Przetrwała do dziś! Ów barwnik to koszenila, po ormiańsku zwana „wortan karmin”, kiedyś znana światu jako czerwiec polski, dziś spotykana w kosmetyce i przemyśle spożywczym jako E120. Więcej na ten temat w artykule Czerwiec polski.

Słynny chaczkar Amenapyrkicz na tle murów klasztoru Hachpat

Słynny chaczkar Amenapyrkicz na tle murów klasztoru Hachpat

Sanahin i Hachpat są jedną z wizytówek Armenii. Wizyta w tych klasztorach daje całkiem spore pojęcie o średniowiecznej ormiańskiej architekturze sakralnej. Jeśli już jesteśmy w północnej części kraju, to warto je odwiedzić.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys.

Zobacz program wycieczki Gruzja – Armenia.

Przyroda Armenii

Mały, górzysty kraj, a ma tak niesamowitą przyrodę! Popularne artykuły zazwyczaj pomijają ten temat, tymczasem Armenia jest wielką skarbnicą i cennym przyrodniczo reliktem. Zainteresuje zarówno biologów, jak i… historyków.

Znaczek pocztowy z armeńskim muflonem

Znaczek pocztowy z armeńskim muflonem

Miłośnicy dziejów cywilizacji ludzkiej z uwagą pochylają się nad takimi zagadnieniami, jak udomowienie rośli i zwierząt. Wiemy, że na terenie Południowego Kaukazu narodziła się sztuka winiarska i umiejętność obróbki metali. Najprawdopodobniej tu oswojono też owce i po raz pierwszy zaczęto uprawiać niektóre zboża!

I gdyby to była tylko historia, to zapewne nie interesowalibyśmy się tym aż tak bardzo. O wyjątkowości tych terenów decyduje fakt, że gatunki dzikich zbóż do tej pory rosną na tutejszych łąkach (pszenica i żyto), a na górskich stokach uchowała się endemiczna owca górska (Ovis ammon gmelini)! Specyfiką tutejszych lasów jest obfitość dziko rosnących drzew owocowych, w tym typowych dla tych terenów: gruszy kaukaskiej, jabłoni orientalnej, orzecha włoskiego, granatu, wiśni, czereśni i śliw. Sporo jest naturalnie występujących krzewów owocowych, takich jak agrest, porzeczka, głóg i dereń.

Dzwonek Massalskiego

Dzwonek Massalskiego

Aż 90 proc. powierzchni Armenii leży na wysokości powyżej tysiąca metrów, a 40 proc. to 2 tys. i więcej! Ale myliłby się ktoś uważając, że to tylko góry. Najniższy obszar kraju, to okolice rzeki Debet znajdujące się na wysokości około 300 m n.p.m.

Wyjątkowość przyrodniczą zawdzięcza Armenia specyficznemu położeniu. Na jej obszarze dochodzi do spotkania dwóch zupełnie różnych środowisk klimatyczno-przyrodniczych. Teren lasów i łąk kaukaskich zderza się z półpustynią ciągnącą się od Iranu. Dzięki temu na niewielkim obszarze (niecałe 30 tys. km kwadratowych) mamy aż pięć stref roślinności: półpustynną z elementami pustyni, stepową, lesistą, alpejską i górsko-tundrową.

Różnorodność roślin jest olbrzymia. Na 1 km kwadratowy przypada aż 100 gatunków! Daje to jeden z najwyższych wskaźników bioróżnorodności na świecie.

Moneta 200 dram z wizerunkiem dębu Querqus araxina

Moneta 200 dram z wizerunkiem dębu Querqus araxina

Czym może się poszczycić Armenia? Tym, że ma około stu gatunków roślin endemicznych. Niektóre z nich są naprawdę rzadkie, jak chociażby odkryty i opisany przez polskiego botanika, dzwonek Massalskiego.

Tak na marginesie, postać Władysława Massalskiego, warta jest pamięci. Prowadził badania Azji Centralnej i Kaukazu, był profesorem Uniwersytetu Taszkienckiego. Jako jedyny Polak trzykrotnie wyróżniony złotym medalem Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego. Po odzyskaniu niepodległości wrócił do Polski, gdzie został przewodniczącym Polskiego Towarzystwa Geograficznego. Zmarł w 1932 roku Warszawie.

W tutejszych lasach spotkamy ciekawe gatunki drzew, w śród nich dąb i klon gruziński, grab kaukaski, platan wschodni oraz sosna krymska. Znajdą się też takie, które nie mają nawet polskich nazw, przykładem jest lokalny dąb o łacińskiej nazwie Quercus araxina. Ten gatunek występuje w południowej części kraju na obszarze zaledwie 1200 km kwadratowych.

Krajobraz Armenii. Turyści fotografują górę Ararat

Krajobraz Armenii. Turyści fotografują górę Ararat

Co prawda lasy nie są zbyt rozległe (zajmują około 10 proc. powierzchni kraju), ale są przyrodniczo niezwykle cenne. Również jako środowisko życia rzadkich gatunków zwierząt. Na Południowym Kaukazie występują niedźwiedzie, szakale, rysie i lamparty. Bardzo interesującym gatunkiem jest wspomniana wyżej dzika owca, czyli muflon armeński (Ovis orientalis gmelini).

W Armenii jest kilka rezerwatów przyrody. Blisko Erywania znajduje się niewielki rezerwat Erebuni, chroniący dziko rosnące zboża, których jest tu aż 100 gatunków! Większe są rezerwaty Dilidżan (28 tys. ha) oraz Chosrow (29 tys. ha). W obydwu spotykamy rzadkie gatunki roślin i zwierząt, w tym lamparty, niedźwiedzie i muflony.

Obszarem chronionym, o którym należy wspomnieć osobno jest wysokogórskie jezioro Sewan wraz z terenami przyległymi. Teren ponad 150 tys. ha podzielony został na trzy strefy: ścisłej ochrony, wykorzystania rekreacyjnego oraz użytkowania ekonomicznego. Bardzo mocno ograniczono połowy ryb w jeziorze. Tutejsze wody są ostoją ciekawego, endemicznego gatunku pstrąga. Nazwa miejscowa to iszchan, a w terminologii międzynarodowej pojawia się jako łososio-pstrąg lub ryba księcia. Więcej informacji na ten temat w artykule: Jezioro Sewan.

Wart uwagi jest rezerwat Szikahogh, zwany rezerwatem ginących gatunków. Na obszarze 10 tys. ha znajduje się ponad tysiąc gatunków roślin! Niektóre z nich są reliktami przyrody sprzed wielu tysięcy lat.

Armenia jest pięknym celem wycieczki objazdowej. Usatysfakcjonowani będą miłośnicy zabytków, historii, pięknych krajobrazów, wyśmienitej kuchni i oryginalnych trunków. Ale wiele interesujących tematów znajdą też znawcy przyrody.

Ludobójstwo Ormian i Rafał Lemkin

W przededniu stulecia zagłady Ormian spór rozgorzał ze zdwojoną siłą. Słowa papieża Franciszka spowodowały ostrą reakcję Turcji (zobacz). Ale czy jest się o co spierać? Czy można zaprzeczać faktom? Od 1915 do 1917 roku zginęło około 1,5 mln Ormian. Tylko dlatego, że byli Ormianami. Pogromy na terenie Imperium Tureckiego zaczęły się wcześniej, w końcówce XIX wieku i trwały aż do 1923 roku. W sumie zamordowano 2 mln ludzi: mężczyzn, kobiet i dzieci.

Cicernakaberd (Jaskółcza Twierdza) w Erywaniu. Miejsce pamięci ludobójstwa Ormian

Cicernakaberd (Jaskółcza Twierdza) w Erywaniu. Miejsce pamięci ludobójstwa Ormian

Historycy nie mają wątpliwości. Była to zaplanowana i z rozmysłem zrealizowana operacja. Kierowana przez władze państwowe. Zachowała się wystarczająca ilość dokumentów, by nie mieć co do tego żadnych wątpliwości.

Czytając medialne komentarze, można odnieść wrażenie, że sam termin „ludobójstwo” jest mało precyzyjny i na tyle niejasny, że można z nim zrobić, co tylko się chce. Tymczasem jest to dokładna i wyraźna kategoria prawna, uregulowana przez ONZ Konwencją w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa. Szkoda też, że polscy dziennikarze i publicyści nie pamiętają, że unormowanie tej kwestii jest dziełem polskiego prawnika.

Sto lat temu, kiedy armia turecka przy pomocy bojówek kurdyjskich dokonywała planowej eksterminacji narodu ormiańskiego w prawie międzynarodowym nie było paragrafu, dzięki któremu można by ścigać sprawców takich zbrodni. Fakt ten wzbudził zainteresowanie Rafała Lemkina,  studenta prawa na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Kwestii tej poświęcił naukową karierę. Zasłynął już w dwudziestoleciu międzywojennym, krytycznymi analizami kodeksów karnych hitlerowskiej Rzeszy oraz ZSRR. Po wybuchu wojny, uciekając przed Niemcami znalazł się w USA. Zatrudniono go jako prawnika w Departamencie Wojny. Wykładał też na jednym z uniwersytetów. Brał czynny udział w procesach norymberskich – napisał akt oskarżenia przywódców III Rzeczy. On też jest autorem samego terminu „ludobójstwo” i projektu uchwalonej przez ONZ w 1949 roku Konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa.

Byłem w Armenii wiele razy. Z wycieczkami odwiedzamy też Cicernakaberd. W kompleksie tym poza wiecznym ogniem i pomnikiem znajduje się również muzeum upamiętniające ludobójstwo Ormian. Pamiętają tam o Lemkinie, o jego olbrzymim wkładzie w ściganie sprawców zbrodni ludobójstwa. I o tym, że pochodził z Polski!

Więcej na ten temat tu: Stulecie zagłady Ormian.

Muzeum Cicernakaberd. Tablica poświęcona Lemkinowi

Muzeum Cicernakaberd. Tablica poświęcona Lemkinowi

Od początku kwietnia tego roku Armenia przyciąga uwagę światowych serwisów informacyjnych. Ormianie tworzą liczną i wpływową diasporę. W nagłośnieniu sprawy pomagają takie osoby, jak znane wszystkim miłośnikom popkultury, siostry Kardashian. Ich udział w uroczystościach rocznicowych w Erywaniu każdego dnia relacjonowany jest przez media niemal na całym świecie. Temperaturę podgrzał też Kanye West, mąż Kim Kardashian, skacząc w trakcie koncertu do niewielkiego jeziorka. Wszyscy odwiedzający Erywań znają to miejsce, w samym centrum miasta, tuż obok charakterystycznego gmachu Opery. Zobacz film z tego wydarzenia.

Tekst i zdjęcie: Krzysztof Matys.

Więcej informacji o Rafale Lemkinie.

Lawasz. Ormiański chleb na liście UNESCO

Cienki placek, coś pomiędzy opłatkiem, a naleśnikiem. Wypiekany w tondirze – piecu o owalnym kształcie, najczęściej zagłębionym w podłodze. W Armenii takie piece znajdują się w przydomowych ogrodach, w altankach lub budynkach gospodarczych. Turyści mogą zobaczyć je w niektórych restauracjach.

Turystka z płatem świeżo upieczonego lawaszu

Turystka z płatem świeżo upieczonego lawaszu

Lawasz wypieka się z niekwaszonego ciasta zrobionego z mąki pszennej, wody i soli. Ciasto najpierw  rozwałkowuje się, a następnie kręcąc w dłoniach rozciąga do grubości kartki papieru. Cieniutki placek nakłada się na formę przypominającą poduszkę i jednym wprawnym ruchem przylepia do rozgrzanej wewnętrznej ścianki pieca. Chleb znajduje się w środku ledwie przez chwilę. Dzięki temu, że lawasz jest bardzo cienki, piecze się w ekspresowym tempie.

Zobacz jak wypieka się lawasz na filmie z Armenii.

Chleb i piec, w którym się go wypieka, są mocno zakorzenione w ormiańskiej kulturze. Kiedyś, w tradycyjnych, wiejskich społecznościach funkcjonowały nawet śluby tondirowe. Para młoda trzykrotnie obchodziła piec i całowała jego brzeg. To wystarczyło, by stać się małżeństwem. Do dziś lawasz używany jest w ceremonii zaślubin (panna młoda ma przerzucony przez ramię specjalnie na tę okoliczność upieczony chleb).

W piekarni. W prawym dolnym rogu znajduje się tondir - tradycyjny piec

W piekarni. W prawym dolnym rogu znajduje się tondir – tradycyjny piec

W latach 30. XX wieku Armenię odwiedził Mieczysław Lepecki, oficer i adiutant Piłsudskiego. Z wyprawy tej pozostawił książkę „Sowiecki Kaukaz”. Pisze w niej o dużym szacunku jakim Ormianie darzą piec. Przywołuje ludowe powiedzenie, według którego tondir lepszy od cerkwi, bo karmi, ogrzewa i oczyszcza.

Ormiańskie przysłowie mówi, że pierwsza miłość jest jak lawasz, zbyt niecierpliwa i gorąca – bywa, że chleb szybko odkleja się od ścianki pieca, spada i ginie w ogniu.

Armenia dopięła swego i lawasz został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Spotkało się to z oficjalnymi protestami ze strony Azerbejdżanu i Turcji. Kraje te uważają lawasz za swoją tradycyjną potrawę. Protest ten ma oczywiście podłoże polityczne. Chodzi o zadawniony konflikt Armenii z Azerbejdżanem i sojuszniczą względem niego Turcją.

W Armenii lawasz podawany jest do każdego posiłku. Zawija się w niego kawałki mięsa, ser i warzywa. Suchy chleb wkrusza się też do zup, przede wszystkim do haszu – jest to narodowa potrawa, gotowana przez całą noc na bazie nóżek wołowych lub wieprzowych. Podawana zimą, na śniadanie, obowiązkowo z dodatkiem kieliszka tutowki.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys

Wycieczka do Armenii.

Geghard – skalny klasztor

Z wszystkich monastyrów Armenii tu spotykamy najwięcej ludzi. Turystów i pielgrzymów. Z zagranicy i miejscowych. To ledwie godzinę jazdy z Erywania. A do tego obiekt znajduje się liście UNESCO. Po drodze zwiedza się najbardziej charakterystyczny zabytek Armenii – świątynię Mitry w Garni. Wycieczka ze stolicy zajmuje pół dnia i obfituje w atrakcje. Z trasy podziwiamy piękne widoki na okoliczne góry, przy dobrej pogodzie ładnie prezentuje się Ararat.

Geghard, brama główna

Geghard, brama główna

Na parkingu przed klasztorem spotykamy sprzedawców gaty – tradycyjnego ormiańskiego ciasta. Ma formę dużych okrągłych kołaczy. Nadziewana charakterystycznym słodkim farszem jest najczęściej pojawiającym się deserem i dodatkiem do kawy, serwowana niemal w każdej restauracji. Ale gata sprzed monastyru Geghard jest najlepsza. Będąc tam spróbujcie koniecznie.

Sprzedawczyni gaty przed klasztorem Geghard

Sprzedawczyni gaty przed klasztorem Geghard

Dokładna nazwa klasztoru, to Geghardawank, czyli Klasztor Włóczni. W okresie średniowiecza przechowywano tu grot włóczni, którą przebito bok Chrystusa. Ormianie wierzą, że został przywieziony na ich ziemię przez apostoła Judę Tadeusza. Dziś znajduje się w niewielkim muzeum przy katedrze w Eczmiadzynie i obok deski z arki Noego jest największą relikwią Kościoła ormiańskiego.

Klasztor powstał już na początku IV wieku. Założony przez twórcę tutejszego Kościoła, Grzegorza Oświeciciela, na miejscu starożytnych, przedchrześcijańskich miejsc kultu. Wtedy funkcjonował jako Ajriwank, czyli Klasztor Jaskiniowy.

Zachowane do dziś obiekty pochodzą z XIII wieku. Najstarszy jest główny kościół Katoghike, wzniesiony w 1215 roku, być może przez tego samego architekta, który zaprojektował kościół św. Grzegorza w Ani. Bryła świątyni pięknie prezentuje się na tle surowych skał. Jak w wielu innych średniowiecznych budowlach, tak i tu, wejście do kościoła poprzedza gawit, czyli przedsionek. Jest większy od świątyni głównej. Niegdyś pełnił rolę domu pielgrzyma.

Grobowiec książąt Proszianów

Grobowiec książąt Proszianów

Szczególną atrakcją są pomieszczenia wykute w skale. Wejścia do nich znajdują się w lewej części przedsionka. W pierwszej kolejności mamy Awazan, czyli „basen” – kaplicę zwaną tak z uwagi na pojawiające się tu źródło wody. Zapewne ono było również podstawą miejsca kultu w czasach przedchrześcijańskich. Dalej jest piękna kaplica grobowa rodziny Proszianów i niewielki kościółek Matki Bożej. Warto wejść też piętro wyżej, do grobowca księcia Papaka i księżniczki Ruzukan; duża sala wykuta w końcówce XIII wieku charakteryzuje się bardzo dobrą akustyką. Na specjalne okazje zamawia się tu występ chóru.

Wokół kościoła głównego znajdziemy wiele zabytkowych chaczkarów – bogato rzeźbionych w kamieniu krzyży. Chaczkary są esencją ormiańskości, warto zwrócić na nie uwagę i poświęcić im trochę czasu. (Zobacz artykuł o Noratus, tam w jednym miejscu zgromadzono około tysiąca chaczkarów).

Katoghike z 1215 roku

Katoghike z 1215 roku

Tuż za murem klasztoru znajduje się charakterystyczne miejsce do uboju rytualnego. W Kościele ormiańskim przetrwał bowiem zwyczaj składanie zwierzą w ofierze. Popularny jest też ofiarowanie gołębi, ale w tym przypadku ptaki po prostu się wypuszcza.

Geghard jest jednym z obowiązkowych punktów nawet na najkrótszej wycieczce do Armenii, stąd też trafia tu wiele turystów. Decyduje sława zabytku oraz bliskość stołecznego Erywania.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys.

Wycieczka do Armenii.

Wardawar – święto wody, kwiatów i urodzaju

W tym roku miało miejsce 27 lipca. Właśnie się zakończyło. Jak zwykle było hucznie, wesoło i… bardzo mokro.

Ormiański Wardawar (Vardavar) to coś jak polski śmigus-dyngus. Tyle, że w Armenii obchodzony jest w lepszym momencie – w szczycie letnich upałów. Powszechne oblewanie przynosi radość i ulgę. W Erywaniu na centralnych placach ustawia się wozy straży pożarnej. Leją wodę na wszystkich przechodniów. Za oblanie nie można się obrażać, gdyż tego dnia woda ma pozytywną moc, daje siłę i zdrowie.

Zabawa na całego

Zabawa na całego. Źródło: planetaarmenia.ru

Data święta jest ruchoma, przypada 14 tygodni po Wielkanocy. W 2015 roku będzie to 12 lipca. Szalone i wesołe, hucznie obchodzone, w pierwszym kontakcie może być kojarzone wyłącznie z zabawą lub turystyczną atrakcją na kształt hiszpańskiej tomatiny. Ale podstawy Wardawaru są znacznie głębsze. To święto o charakterze religijnym!

W przedchrześcijańskiej Armenii poświęcone było bogini Astchik (Astghik). Jej imię znaczy gwiazdka (ormiańskie astg to indoeuropejskie astro, czyli gwiazda). Astchik jest odpowiednikiem greckiej Afrodyty. To ona rozrzuciła nasiona miłości na ziemi, a jej ukochany, Wahagn (bóg-słońce) pilnował by wzrastały. W ich obronie musiał stawić czoła złym mocom. W trakcie walk został ranny, a Astchik pospieszyła mu na ratunek. Biegnąc skaleczyła nogę o kolce róży i skropiła jej krzew swoją krwią. Dlatego czerwona róża jest symbolem miłości.

Astchik była patronką źródeł wody. W Armenii w takich miejscach ustawiano wiszapy – kamienne obeliski z wyobrażeniem ryby, które były jednym z jej symboli. Odpowiadała za urodzaj, tak więc Wardawar to święto plonów, odpowiednik naszych dożynek.

Przedchrześcijański Wardawar został zaadoptowany przez Ormiański Kościół Apostolski. Po przyjęciu nowej religii uczyniono z niego święto Przemienienia Pańskiego. Stare tradycje jednak przetrwały.

Historia ta odbija się w nazwie święta. Wardawar (Vardavar, Vartavar) oznaczać może oblewanie wodą lub/i obsypywanie różami. Jest to więc dzień wody i kwiatów. Z wszystkimi, złożonymi znaczeniami, od miłości po urodzaj.

Tego dnia ludzie wręczają sobie kwiaty i dekorują nimi mieszkania. Przynoszą bukiety do kościołów. Częstą praktyką jest wypuszczanie gołębi. Kiedyś czynili to zakochani młodzieńcy. Jeśli gołąb krążył nad domem jego wybranki, to jasnym było, że będzie ślub.

Więcej na ten temat w artykule: „Wardawar – ormiański śmigus-dyngus”.

Tekst: Krzysztof Matys

Wycieczka do Armenii.

Zobacz też jak obchodzi się podobne święto w Tajlandii, Kambodży i Laosie: „Songkran – azjatycki dyngus”.

Giumri, granica z Turcją

Niewielu turystów tu dociera. Giumri leży w północno-zachodniej Armenii, na uboczu, z dala od standardowych, wycieczkowych szlaków. Trzeba wybrać się tam specjalnie (z Erywania to ponad 2 godziny jazdy, 130 km). Czasem, jeśli jedziemy do Gruzji, można tu zajrzeć po drodze do Wardzi.

Miasto graniczne. Parę kilometrów dalej jest już Turcja. Martwa granica. Zamknięta. Na politycznych relacjach ciążą wydarzenia genocydu z 1915 roku (zagłada Ormian dokonana przez turecką armię).

Pomnik Matki Armenii i aleja miast-bohaterów II wojny światowej - pamiątka z czasów ZSRR

Pomnik Matki Armenii i aleja miast-bohaterów II wojny światowej – pamiątka z czasów ZSRR

Jeżdżąc po Armenii można by napisać reportaż o zamkniętych granicach. Z czterech sąsiadów rząd w Erywaniu utrzymuje stosunki dyplomatyczne tylko z dwoma: Gruzją i Iranem. Brak przejść granicznych z Azerbejdżanem i Turcją to skutek trudnej historii. W ten sposób powstała swoista granica dwóch światów. I trwa tak już od wielu lat.

Giumri to drugie co do wielkości miasto Armenii, około 140 tys. mieszkańców (prawie dziesięć razy mniej niż Erywań). W grudniu 1988 r. zostało mocno zniszczone w trakcie trzęsieniem ziemi. Runęły przede wszystkim nowe, wielopiętrowe budynki z wielkiej płyty. Przy głównym placu miasta uwagę zwraca kościół Matki Bożej (Surp Astwacacin). Przed nim stoją dwie kamienne kopuły. W 1988 r. spadły z dachu. Zostawiano ją ze względu na pamięć tamtych wydarzeń.

Dziś to raczej spokojna, prowincjonalna miejscowość. Ale z bogatą historią. Badania archeologiczne pokazują, że ludzie mieszkali tu już w III tys. p.n.e. Miasto poświadczone jest w urartyjskich tekstach z VIII wieku przed Chrystusem. W 401 r. p.n.e. powstała tu grecka kolonia. W okresie późnej starożytności i w średniowieczu Giumri było silnym ośrodkiem miejskim. Na początku XIX wieku, zdobyte na Persji, stało się częścią Rosji. Kilkadziesiąt lat później wokół miasta toczyły się zacięte walki rosyjsko-tureckie. Pamiątką z tamtych czasów jest duża twierdza, zwana Sew Gul, czyli Czarny Strażnik (wzniesiona w 1837 r.). Okrągła, z daleka przypomina stadion. W mieście stacjonował garnizon armii carskiej. Rosjanie są tu i dziś. W Giumri znajduje się baza rosyjskiego wojska.

Rosyjska twierdza "Czarny Strażnik"

Rosyjska twierdza „Czarny Strażnik”

Klimat jest tu twardy, właściwy terenom oddalonym od morza, położonym na wysokości 1 500 m n.p.m. Lata bardzo ciepłe i suche. Zimy za to mroźne. W styczniu i lutym temperatury spadają poniżej 30 stopni.

Ciekawym zjawiskiem, ukazującym złożoną historię tych ziem, jest proces zmiany nazwy miasta. W XIX wieku Rosjanie przemianowali Giumri na Aleksandropol. W 1924 r. radzieccy komuniści przechrzcili go na Leninakan. Do pierwotnej nazwy wrócono po odzyskaniu niepodległości na początku lat 90.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys

Wycieczka Gruzja – Armenia

Armenia Cylicyjska

Historia tego państwa jest jednym z bardziej niezwykłych fenomenów chrześcijańskiego świata. W Polsce mało znanym.

Armenię kojarzymy z obszarem Południowego Kaukazu i byłym Związkiem Radzieckim. Tymczasem w okresie średniowiecza, przez 300 lat Ormianie mieli swój kraj nad Morzem Śródziemnym. Stworzyli silne państwo i odegrali znaczącą rolę w europejskiej polityce doby wypraw krzyżowych.

Armenia Cylicyjska w roku 1200.

Armenia Cylicyjska w roku 1200.

Nazwa kraju pochodzi od Cylicji, regionu należącego dziś do Turcji. Leży tuż przy granicy z Syrią i Libanem. Najlepiej znanym miastem tego obszaru zapewne jest Tars, z którego pochodził św. Paweł. Blisko stąd na Cypr.

Bywa nazywa też Małą Armenią, ale nazwa ta może wprowadzać w błąd. Znacznie wcześniej, w okresie starożytności (za czasów syryjskich Seleucydów) istniała Mała Armenia – na zachód od Eufratu.

Państwo Ormian w Cylicji istniało od 1080 do 1375 roku. W 1291 roku upadła Akka – ostatnia twierdza krzyżowców w Ziemi Świętej. Armenia Cylicyjska wytrzymała jeszcze 80 lat!

Srebrne monety Armenii Cylicyjskiej, XIII wiek.

Srebrne monety Armenii Cylicyjskiej, XIII wiek.

Skąd Ormianie w tej części świata? Znaleźli się tu w ramach akcji wzmacniania rubieży Bizancjum. Ormianie, cenieni jako wojskowi i zarządcy osiedlani byli na wyniszczonej wojnami granicy cesarstwa. Szybko dochodzili do kierowniczych stanowisk. Część z tych nadań przechodziła z czasem w dziedziczne władanie ormiańskich rodów – od połowy XI wieku tak było np. ze stanowiskiem gubernatora Tarsu. W dalszej kolejności, wykorzystując osłabienie Bizancjum stworzyli niezależne państwo.

W 1199 roku miała miejsce rzecz o doniosłym znaczeniu. Władca o imieniu Lewon (Leon) został pierwszym królem Armenii Cylicyjskiej. Stało się to za zgodą papieża i cesarza. Wydarzenie absolutnie niezwykłe. Oto Rzym uhonorował Ormianina, który z punktu widzenia papieża był heretykiem! Armenia oddzieliła się od reszty chrześcijańskiego świata już w połowie V wieku, odrzucając postanowienia soboru w Chalcedonie. Monofizycki Kościół Ormian stanowczo i konsekwentnie bronił swojej niezależności, sprzeciwiając się zakusom i Bizancjum, i Rzymu. A mimo to papież koronował Lewona. Dlaczego? Zwyciężyła polityka. Armenia Cylicyjska była bardzo ważnym sojusznikiem Zachodu w walce z muzułmanami. Rzym liczył też na to, że może w końcu uda się przeciągnąć Kościół ormiański na swoją stronę. Nieśmiało zakładano nawet coś więcej. Armenia miała wówczas bardzo dobre relacje z potężnym państwem mongolskim. Kusząca była perspektywa ochrzczenia Mongolii! Pośredniczyć mieli Ormianie. Niestety dla Zachodu, w Karakorum wybrano islam.

Bardzo interesującą opowieści można snuć na temat współpracy Armenii Cylicyjskiej z Mongołami. Łączyli ich wspólni wrogowie, przede wszystkim groźni muzułmanie. Był to sojusz ściśle militarny. Ormianie i Gruzini brali udział w mongolskich wyprawach na Bagdad. W 1253 roku król Armenii złożył wizytę w Karakorum!

Kres świetności położyła zmieniająca się sytuacja w regionie. W potęgę rósł Egipt mameluków. Do Europy wycofali się krzyżowcy. A co najważniejsze, po przyjęciu islamu przez Mongołów, Armenia straciła najważniejszego sojusznika. Zostali zupełnie sami. Nie mieli szans.

Nagrobek króla Leona V, bazylika Saint Denis

Nagrobek króla Leona V, bazylika Saint Denis

Ponadto kraj pogrążył się w wewnętrznych sporach. Rody walczyły o władzę. Nałożył się na to konflikt między zwolennikami zawarcia unii religijnej z Rzymem i silnym ugrupowaniem monofizytów, broniących niezależności ormiańskiego Kościoła.

Cylicja upadła w 1375 roku pod naporem egipskich mameluków. Jego ostatni król, Lewon V, został uwięziony w Kairze. Dzięki pomocy Francji udało mu się wyjechać do Paryża. Tam zmarł. Pochowany został w bazylice Saint Denis, w nekropolii francuskich władców.

Przez prawie 600 lat Ormianie pozostawali bez swojego państwa. W 1918 roku powstała niepodległa i demokratyczna Armenia. Kilka lata później stała się częścią Rosji Radzieckiej.

Dla Ormian z całego świata Armenia Cylicyjska jest powodem do dumy. Ich historycznym i narodowym skarbem. Podobnie jak opowieści o arce Noego, roli Araratu i dziele króla Tirydatesa, który w 301 r. uczynił z Armenii pierwszy na świecie chrześcijański kraj.

……………………………………………………………………………………………………

Kilikia

Kilikia

Będąc w Armenii, słowo „Cylicja” zobaczycie w wielu miejscach (zapisywane jako „Kilikia”). Tak nazywa się najpopularniejsze ormiańskie piwo. Jego producent celowo porusza czułą strunę. W reklamach widać odniesienie do historycznych sukcesów. Na obrazku obok trunek ukazany jest na tle mapy Bliskiego Wschodu.

Wycieczki do Armenii.

Tekst: Krzysztof Matys.

Wycieczka: Gruzja i Armenia.

Matenadaran. Instytut rękopisów

Jest dumą Ormian. Dlatego to punkt obowiązkowy wszystkich oficjalnych wizyt. Nie jest to muzeum łatwe, wymaga wiedzy i chęci poznania. W dawnym stylu, stare księgi eksponowane są za szybami drewnianych gablot.

Ewangelia, 5-6 wiek!

Ewangelia, 5-6 wiek!

Trzeba zwiedzić je z dobrym przewodnikiem. Najlepiej jeśli jeszcze przed muzeum opowie o specyfice ormiańskiej historii, o alfabecie i wyjątkowym znaczeniu książek w tej kulturze. Wtedy będzie łatwiej. Wątków w muzeum można poruszyć tyle, że albo spędzimy tam ze 4 godziny, albo przewodnik będzie do nich wracał, nawiązywał i omawiał przez kolejne dni wspólnego zwiedzania Armenii.

Księgi tu eksponowane traktowane są jak świętość. To manuskrypty, które uratowały ormiańską kulturę. Bywa, że przetrwały tylko dlatego, że ktoś ryzykował dla nich życie. Są świadectwem wspaniałej ormiańskiej cywilizacji. Kultury, z której czerpała Europa.

Wejście do muzeum. W centrum pomnik Mesropa Masztoca

Wejście do muzeum. W centrum pomnik Mesropa Masztoca

Kilkakrotnie upadało ormiańskie państwo. Z dawnej świetności zostawały zgliszcza. Najeźdźcy (Mongołowie, Turcy, Persowie) burzyli miasta i kościoły. Uprowadzali kobiety. Tysiącami przesiedlali ludzi. Niszczyli społeczne struktury. A księgi trwały. Zakopywano je, ukrywano w górskich pieczarach lub wynoszono w odległe strony.

Już na styku starożytności i średniowiecza Ormianie przetłumaczyli całego Arystotelesa. W dalszej kolejności wszystkich ważnych greckich filozofów. Część dzieł dotrwała do naszych czasów wyłącznie dzięki ormiańskim przekładom.

Dlaczego Ormianie, jeden z małych narodów Kaukazu, nie roztopili się w masie innych plemion? Dlaczego nie podzielili losu wielu ludów tej części świata? Jakim cudem przetrwali mimo braku państwowości (przez 600 lat bez własnego państwa!)? Zawdzięczają to Mesropowi Masztocowi. Mnich ten na początku V wieku stworzył ormiański alfabet. Najpierw przetłumaczono Pismo Święte, później wiele dzieł literatury światowej. Tworzono też własną. Uratował ich język, a właściwie umiejętność zapisywania. Księgi. Dlatego oddaje się im tu cześć równą relikwiom.

Gabloty z liczącymi setki lat rękopisami

Gabloty z liczącymi setki lat rękopisami

Ormiańskie manuskrypty to zjawisko wyjątkowe. Nigdzie nie tworzono ksiąg z taką pasją i w takich ilościach. Średniowieczne klasztory miały wielkie skryptoria. Ich pozostałości oglądamy do dziś. Rękopisów była tu olbrzymia ilość. Tylko w jednym klasztorze (Tatew) w XII wieku Turcy spalili 10 tys. tomów! Do dziś przetrwało około 30 tys. Większość przechowywana jest w Matenadaranie. Reszta znajduje się w wielu światowych muzeach (największe zbiory poza granicami Armenii znajdują się w Wenecji).

Matenadaran jest jednocześnie wielkim sejfem. Bunkrem wykutym w skalnym zboczu. Ma obronić największy narodowy skarb. Nawet w wypadku wojny atomowej. Zwiedzamy tylko niewielką jego część. Reszta to dobrze zabezpieczone magazyny, instytut badawczy i sale konserwatorskie. Nie przypominam sobie drugiego takiego muzeum. Gdzie na świecie są takie zbiory? Kilkanaście tysięcy rękopisów, najstarsze jeszcze z pierwszego tysiąclecia!

Wycieczka do Armenii.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys